Coaching rodzicielski – stosować czy unikać?

Coaching rodzicielski to jedna z wielu specjalizacji jaka pojawiła się w ramach popularnej i skutecznej metody rozwoju drugiego człowieka jaką dla mnie bez wątpienia jest coaching. Na początku miałam do takich dodatkowych „odłamów” dystans. Myślałam, że to tylko siatka do łapania klientów, niepotrzebne rozdrabnianie, sztuczne podziały. Dzisiaj wiem, że jest to niezbędne, bo mimo, iż korowe zasady są te same, to jednak odbiorca wymaga zastosowania specyficznej wiedzy, nieco innego podejścia oraz doświadczenia na sobie działania odpowiednio dopasowanych narzędzi.

Do metod rodzicielskich, wychowawczych, do wszelkich porad z tego obszaru miałam szczególny dystans. Nigdy nie piszę i pisać nie będę o tym jak należy, a jak nie należy postępować z dziećmi. Nie jest to obszar mojej specjalizacji, a jako mama, do tego psycholog, szczególnie szerokim łukiem omijam modne techniki zachęcające do „wyhodowania złotego dziecka”. Dla mnie rodzicielstwo to totalnie indywidualna sprawa. Nie mam śmiałości mówić komuś, kto ma zupełnie inne dziecko niż ja, jak ma z nim postępować, jak kochać bardziej i jak dawać bliskość. Zachęcanie do stosowania jakichkolwiek metod w relacji rodzic – dziecko jawi mi się jako ucieczka od autentyczności, jako zagłuszenie jakże pierwotnego instynktu matki i ojca.

Jednak nie oznacza to, że nie popieram edukacji rodziców, czy szukania dzięki pracy z coachem, trenerem, czy psychologiem przyczyn i sposobów radzenia sobie z trudnościami. Ważne jest to szczególnie, gdy czujemy że coś w tej relacji jest nie tak, albo kiedy po prostu chcemy być jak najlepszym rodzicem, a nie wiemy co to tak naprawdę dla nas oznacza. Wsparcie jest wręcz niezbędne, gdy przykładowo zdiagnozujemy, że powielamy nieprawidłowe wzorce przyklejone do nas od czasów dzieciństwa. Jestem więc oczywiście za. Tylko mądrze. Spokojnie. Uważnie. Z czułością. Z wyczuciem. Z miłością. Bez presji, chorej ambicji i porównywania się. Bez wyścigów i pomiarów efektywności.

W takim kontekście coaching rodzicielski wydaje się być optymalną metodą towarzyszenia w rozwoju dziecka, wsłuchania się w jego potrzeby, bez zmuszania go do realizacji naszych wydumanych pragnień. Dzięki warsztatowi, jaki w ramach spotkań organizowanych przez ICF Lublin 17 sierpnia przeprowadziła Joanna Baranowska „JAK BYĆ DOBRYM I SKUTECZNYM RODZICEM, czyli elementy coachingu rodzicielskiego według POZYTYWNEJ DYSCYPLINY” przekonałam się, że w wychowywaniu dzieci można stosować techniki i wdrażać takie zasady, które z jednej strony pięknie porządkują życie, robią przestrzeń do wzrostu wszystkich członków rodziny, a z drugiej nie zaburzają naturalnego ciepła i więzi. Prezentowana metoda Pozytywnej Dyscypliny przekonuje mnie ze względu na odniesienie do biologicznych uwarunkowań. Tłumacząc jak działa nasz mózg, a jak mózg dziecka, pokazując co dzieje się gdy pojawia się stres – nie tylko wywołuje efekt „Aha, to dlatego moje dziecko tak się zachowało!”, ale i od razu podpowiada co należy zacząć robić inaczej.

Polecam film, w którym Joanna Baranowska obrazowo i w przystępny sposób omawia zachodzące pod wpływem stresu mechanizmy:

Na warsztacie ciekawe było też podkreślenie przez Joannę znaczenia przynależności, jako kluczowej potrzeby w oczach dziecka. Każąc je więc odseparowaniem, jakże modnym przecież w ostatnich latach „karnym jeżykiem” uderzamy w kruche dziecięce poczucie bezpieczeństwa. Można inaczej. Po uspokojeniu siebie i dziecka, stosując logiczne konsekwencje i koncentrując się na rozwiązaniu danego problemu, a nie na szukaniu winnego i wymierzaniu kar, mamy szansę umacniać wzajemny szacunek, zaufanie i umiejętność radzenia sobie z trudnościami.

Szczególne cenne i bardzo coachingowe było uświadomienie jaką siłę mają pytania, które to pobudzają kreatywność i motywację do działania. Zastosowane zamiast nakazów, suchych poleceń i rad, stają się drzwiami do wolnego wyboru. Pytając co dziecko może teraz zrobić, na co się umawialiśmy, jak chce żeby było – można małymi krokami budować zdrową pewność siebie. Już Albert Einstein, okazuje się że był niezłym coachem, bo uważał, że „prawdziwym zadaniem nauczyciela nie jest dostarczanie odpowiedzi, ale stymulowanie pytań i zachęcanie do samodzielnych poszukiwań.” Tym bardziej więc jest to zadanie mądrego rodzica, którego wpływ na rozwój dziecka jest przecież niezwykle istotny.

Chcąc bliżej poznać metodologię Pozytywnej Dyscypliny warto zajrzeć na FB: www.facebook.com/PozytywnaDyscyplina

Kocham pracować z dorosłymi, z ich samoskutecznością, planami i marzeniami. Niejednokrotnie tematem sesji coachingu, czy warsztatowych dyskusji jest też rola rodzica. Co robić, jakim być, jakim nie być.... W tym temacie nie doradzam i nie szkolę. Są lepsi i mądrzejsi. Szukajcie pasjonatów, na przykład takich jak Joanna. Przy okazji tego wpisu, pierwszego i póki co ostatniego w rodzicielskim temacie, chcę życzyć wszystkim matkom i ojcom przede wszystkim wiary w siebie. Kiedy w grę wchodzi bezbronne dziecko, większą siłę ma nasza intuicja niż najmodniejsza medialna rada wychowawcza. Pozwól dziecku na jego własną drogę. Po pierwsze bądź dobrym człowiekiem. Słuchaj siebie, swoich emocji. Odpowiedz sobie na pytanie - jakim chcę być rodzicem? Pracuj nad samoświadomością i... zaglądaj tutaj po garść "dorosłych" inspiracji :)

Podobne wpisy:

1. W obronie profesjonalnego coachingu

2. Odważny coach, trener, lider... Odważny ja!

3. Coaching prowokatywny, czy prowokacyjny?

Zapraszam, zapisz się na newsletter zmieniający perspektywę:

P.S. Też nie lubię checkboxów, ale chcę działać w pełni profesjonalnie:) Obiecuję nie wysyłać spamu, tylko wartościowe treści.

Zgody udzielone: Joanna Grela, możesz je w każdej chwili wycofać, uzyskać dostęp do swoich danych osobowych, poprawić je lub usunąć. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do zapisu na newsletter.